Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— W jaki? zeznając, jak się rzeczy miały.
— Groziłem tem Agacie; ale nie myślę czynić czegoś podobnego. Nie jest pewnem, czy ten sposób zdałby się na co; natomiast zupełnie pewnem jest, iż przedstawiłby nas obu w najhaniebniejszem świetle. Bo też to twoja wina.
— Moja wina?
— Tak, twoja. Gdybyś się był zgodził na psotę jaką ci poddawałem, zdybanoby Agatę między nami dwoma, i wszystko zakończyłoby się nader wesoło. Ale trudno, stało się; trzeba myśleć jak się wydobyć z kłopotu.
— Ale, kawalerze, czy mógłbyś mi wytłómaczyć pewien drobny szczegół? W jaki sposób moje ubranie znalazło się w alkierzu, a twoje znikło; na honor, daremnie łamię sobie głowę, nie mogę uporać się z tą zagadką. To mi nasuwa niejakie podejrzenia co do Agaty; przyszło mi na myśl, iż może zwąchała pismo nosem i że istniało między nią a rodzicami jakieś porozumienie.
— Być może, widziano cię jak wchodziłeś; to pewna, iż, zaledwie zdążyłeś się rozebrać, odesłano mi ubranie i zażądano twego.
— To się wyjaśni z czasem...“
Podczas gdyśmy, obaj z kawalerem, kolejno trapili się, pocieszali, oskarżali, lżyli i przepraszali, wszedł komisarz; kawaler zbladł i spiesznie się pożegnał. Ów komisarz, był to zacny człowiek, jak się trafia niekiedy; owóż, odczytując protokół, przypomniał sobie, iż niegdyś uczęszczał do szkół z młodym człowiekiem mego nazwiska; przyszło mu na myśl, iż mógłbym być łatwo krewnym lub nawet