Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/312

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Słyszę.
— Wyrok wydaje ci się zbyt srogim?
— Nie.
— O cóż cię prosiłem?
— Abym opowiedział jedną z naszych nocy...
— Otóż to“.
Tymczasem kawaler mierzył mnie wzrokiem od stóp do głowy, i mówił sam do sobie: „Ten sam wzrost, ten sam mniejwięcej wiek, a gdyby nawet była jaka różnica, po ciemku, przekonana że to ja, nie będzie podejrzewać niczego...
— Ależ, kawalerze, nad czem ty dumasz? ani pijesz, ani odpowiadasz...
— Myślę, przyjacielu, i wymyśliłem: oto wielkie słowo. Uściskaj mnie, będziemy, tak, będziemy pomszczeni. To łajdactwo z mej strony; ale, jeśli niegodne mnie, godne z pewnością tej hultajki. Pytasz o historję jednej z naszych nocy?
— Tak; czy wymagam za wiele?
— Nie; ale, gdybym, zamiast historji, dostarczył ci samejże nocy?
— Toby było nieco lepsze“. (Kubuś zaczyna pogwizdywać).
Kawaler dobywa z kieszeni dwa klucze, jeden duży, drugi mały. „Ten mały, powiada, jest od drzwiczek z ulicy, duży od przedpokoju Agaty; weź, oba są na twoje usługi. Oto moja droga codzień od sześciu miesięcy; musisz się jej ściśle trzymać. Jej okna wychodzą, jak ci wiadomo, na ulicę. Przechadzam się pod niemi, póki widzę światło. Doniczka z kwiatami wystawiona na zewnątrz stanowi umówiony sygnał; wówczas, zbliżam się do drzwi,