Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/313

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


otwieram, jestem w środku, zamykam, przekradam się po schodach najciszej jak mogę, skręcam w pierwszy kurytarz na prawo: pierwsze drzwi w kurytarzu prowadzą do niej, jak ci wiadomo. Otwieram znowu, wchodzę do alkierzyka na prawo, tam znajduję nocną latarkę, przy blasku której rozbieram się swobodnie. Agata zostawia drzwi od sypialni uchylone; wchodzę i wślizguję się prosto do łóżka. Rozumiesz wszystko?
— Wybornie!
— Ponieważ o ścianę mieszkają rodzice, nie odzywamy się ani słowa.
— Sądzę zresztą, że macie coś lepszego do roboty niż paplać.
— W razie jakiego wypadku, mogę wyskoczyć z łóżka i zamknąć się w alkierzyku: to wszelako nigdy się nie zdarzyło. Zwyczajnie, rozstajemy się około czwartej rano. Jeśli godzina rozkoszy lub wypoczynku przeciągnie się poza tę porę, wstajemy razem; ona schodzi, ja zostaję w alkierzu, ubieram się, czytam, odpoczywam, czekam aż nadejdzie pora w której można się pokazać. Schodzę, witam się, ściskam ze wszystkimi jak gdybym w tej chwili przybył.
— A tej nocy, czy cię oczekuje?
— Jak codzień.
— I ustąpiłbyś mi miejsca?
— Z całego serca. Że będziesz wolał noc od opowiadania, o tem nie wątpię; ale czego bym pragnął, to...
— Mów; wszystko gotów jestem uczynić dla ciebie.