Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/267

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MAŁGORZATA. — Usiądź-że tu obok, i pogwarzmy trochę...
KUBUŚ. — Z miłą chęcią, pani Małgosiu...
I oto zasiadam koło niej aby gwarzyć, milczymy wszelako oboje uparcie. Powiadam tedy: Ale, pani Małgorzato, pani nic nie mówi.
MAŁGORZATA. — Tak sobie myślałam o tem, co mąż mi powiedział o tobie.
KUBUŚ. — Niech pani nic nie wierzy; to figlarz.
MAŁGORZATA. — Przysięgał mi, że ty się nigdy nie kochałeś.
KUBUŚ. — Och, co do tego, to mówi szczerą prawdę.
MAŁGORZATA. — Jakto! nigdy w życiu?
KUBUŚ. — Nigdy w życiu.
MAŁGORZATA. — Jakto! ty, w twoim wieku, nie wiedziałbyś co to kobieta?
KUBUŚ. — O, przepraszam bardzo, pani Małgorzato.
MAŁGORZATA. — Więc co to takiego kobieta?
KUBUŚ. — Kobieta?
MAŁGORZATA. — Tak, kobieta.
KUBUŚ. — Zaraz, zaraz... Ano, to taki chłop, co ma spodnicę, czepek i tłuste piersi.
PAN. — Ha! łotrze!
KUBUŚ. — Tamta się nie złapała, chciałem aby się ta złapała. Na tę odpowiedź, jejmość Małgorzata zaczęła śmiać się i chichotać bez końca; ja, niby ogłupiały, pytam co w tem widzi tak śmiesznego. Jejmość Małgorzata rzekła, iż śmieje się z mej naiwności. „Jakto! ty, taki dryblas, w istocie nie wiedziałbyś nic więcej?