Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/268

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie, pani Małgorzato“.
Pani Małgorzata umilkła i ja także. „Ale, pani Małgorzato, rzekłem, usiedliśmy aby gwarzyć i jakoś nam nie idzie. Pani Małgorzato, co pani jest? pani nad czemś myśli...
MAŁGORZATA. — Tak, myślę... myślę... myślę...“
I gdy wymawiała owe „myślę“, pierś jej wznosiła się, głos omdlewał, ciało drżało, oczy się przymkęły, usta wpół rozchyliły. Wydała głębokie westchnienie; omdlała, ja zaś udałem iż myślę że umiera i zacząłem krzyczeć przerażony: „Pani Małgorzato! pani Małgorzato! proszę się odezwać; pani Małgorzato, czy pani niedobrze?
MAŁGORZATA. — Nie, dziecko, zostaw mnie chwilę w spokoju... Nie wiem, co mi się stało... Tak jakoś przyszło nagle.
PAN. — Kłamała.
KUBUŚ. — Tak, kłamała.
MAŁGORZATA. — Tak mi się coś marzyło.
KUBUŚ. — Czy marzy się tak pani czasem, w nocy, obok męża?
MAŁGORZATA. — Niekiedy.
KUBUŚ. — Musi go to przerażać.
MAŁGORZATA. — Oswoił się...
Małgorzata przyszła nieco do siebie z omdlenia i rzekła: Chodziło mi po głowie, że na weselu, przed tygodniem, mąż mój i Zuzi dworowali sobie z ciebie; żal mi się ciebie zrobiło, i tak na mnie przyszło sama nie wiem co.
KUBUŚ. Za dobra jest pani.
MAŁGORZATA. — Nie lubię jak sobie z kogo żartują. Myślałam o tem, że, przy pierwszej sposo-