Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/226

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słyszę cię, czytelniku; powiadasz: A amory Kubusia?... Czy myślisz, że nie jestem ich równie ciekaw jak ty? Czy zapomniałeś, że Kubuś lubił mówić, a zwłaszcza mówić o sobie: powszechny nałóg ludzi jego stanu; nałóg, który wyrywa ich ze zwykłego poniżenia, umieszcza na trybunie i przeobraża naraz w osobistości interesujące. Jaka, twojem zdaniem, pobudka ściąga pospólstwo na miejsce publicznych egzekucyj? Okrucieństwo? Mylicie się: lud nie jest okrutny: tego samego nieszczęśliwca, dokoła którego rusztowania się ciśnie, wydarłby, gdyby mógł, z rąk sprawiedliwości. Spieszy, znęcony nadzieją widowiska, aby mieć co opowiadać wróciwszy do domu; to czy co innego, to mu obojętne, byleby odgrywał rolę, gromadził koło siebie sąsiadów, i byleby go słuchali. Wydajcie na bulwarze wesoły festyn, a ujrzycie iż miejsce kaźni będzie próżne. Lud jest chciwy widowisk i biegnie ku nim; bawi się raz gdy w nich bierze udział, i ponownie, gdy opowiada o nich za powrotem. Lud jest straszliwy w swej wściekłości: ale nie jest ona trwałą. Własna nędza uczyniła go współczującym; odwraca oczy od krwawego widowiska ku któremu się tłoczył; rozrzewnia się i wraca do domu płacząc... Wszystko co tu rozpowiadam, czytelniku, wiem od Kubusia; przyznaję się do tego, nie lubię bowiem przypisywać sobie chwały cudzego rozumu. Kubuś nie uznawał ani występku ani cnoty; utrzymywał, iż ma się naturę szczęśliwą albo nieszczęśliwą. Kiedy słyszał słowo nagroda lub kara, wzruszał ramionami. Wedle niego, nagroda jest zachętą dla dobrych; kara postrachem złych. Czemże mogą być innem, powiadał, skoro nie istnieje