Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KUBUŚ. — Wolne żarty pańskie; czuję się tu bardzo dobrze i nie zejdę.
PAN. — Powiadam ci, że zejdziesz.
KUBUŚ. — Jestem pewien, że pan nie mówi serjo. Jakto, panie, przyzwyczaiwszy mnie przez dziesięć lat do życia za pan brat...
PAN. — Życzę sobie, aby to ustało.
KUBUŚ. — Wycierpiawszy bez gniewu wszystkie moje zuchwalstwa...
PAN. — Nie życzę sobie ich już cierpieć.
KUBUŚ. — Nasadzawszy się mnie do stołu przy sobie, nanazywawszy swoim przyjacielem...
PAN. — Nie wiesz co znaczy słowo „przyjaciel“, kiedy je daje zwierzchnik podwładnemu.
KUBUŚ. — Skoro się wie, że wszystkie pańskie rozkazy są jeno czczym dymem, o ile nie są zatwierdzone przez Kubusia; skoro się zespoliło swoje imię z mojem tak ściśle, że nie słyszy się jednego bez drugiego, i cały świat mówi „Kubuś i jego pan“, nagle, przychodzi panu kaprys je rozdzielać! Nie, panie, to się nie stanie. Napisane jest w górze, że, dopóki Kubuś będzie żył, dopóki jego pan będzie żył, a nawet skoro obaj już pomrą, jeszcze będzie się mówiło „Kubuś i jego pan“.
PAN. — A ja ci powiadam, Jakóbie, że zejdziesz, i to natychmiast, ponieważ ja każę.
KUBUŚ. — Panie, niech mi pan rozkaże cokolwiek innego, jeśli pan chce abym posłuchał.

Tutaj pan wstał, wziął go za klapę od kurtki, i rzekł poważnie:
„Złaź“.