Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/215

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gdzie, za jednem posiedzeniem, przegrał wszystko co posiadał. Dama była nieubłagana; była to osoba bogata; wyznaczyła Desglands’owi skromną pensyjkę i rozstała się z nim na zawsze.
KUBUŚ. — Żal mi go szczerze, to godny człowiek.
PAN. — Jak się miewa gardło?
KUBUŚ. — Źle.
PAN. — To stąd, że za wiele mówisz a za mało pijesz.
KUBUŚ. — To stąd, że nie lubię ziółek a lubię mówić.
PAN. — No więc! Tedy Kubusiu, jesteś u p. Desglands, w pobliżu Dyzi; Dyzi, upoważnionej przez matkę do odwiedzania cię przynajmniej cztery razy dziennie. A, szelma! przełożyć takiego Kubusia!...
KUBUŚ. — Kubusia! Kubuś, panie, jest człowiek jak inni.
PAN. — Kubusiu, mylisz się, Kubuś nie jest człowiek jak inni.
KUBUŚ. — Czasem lepszy niż inny.
PAN. — Kubusiu, zapominasz się. Wracaj do historji swoich amorów i pamiętaj, że jesteś i zostaniesz zawsze tylko Kubą.
KUBUŚ. — Gdyby, w owej chałupie gdzieśmy się natknęli na opryszków, Kubuś nie był cośkolwiek więcej wart od swego pana...
PAN. — Jakóbie, jesteś zuchwalec; nadużywasz mojej dobroci. Jeśli popełniłem to głupstwo, iż pozwoliłem ci zapomnieć o właściwej roli, potrafię ci ją snadnie przypomnieć z powrotem. Jakóbie, weź butelkę i garczek i zjedź na dół.