Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Kubuś odparł zimno:
„Nie zlezę.“
Pan, potrząsając silnie, rzekł:
„Złaź, gałganie, bądź posłuszny.“
Kubuś odparł jeszcze zimniej:
„Gałgan, ile tylko pan rozkaże; ale gałgan nie zlezie. Wierz mi pan, że jak raz mi się coś zaklinuje w głowie, to i siekierą tego nie wybije. Niech się pan niepotrzebnie nie gorącuje, Kubuś zostanie gdzie jest, i nie zejdzie.
Tu, Kubuś i jego pan, którzy hamowali się aż do tej chwili, puszczają sobie naraz cugli i zaczynają krzyczeć na całe gardło:
„Zleziesz.
— Nie zlezę.
— Zleziesz.
— Nie zlezę“.
Na te krzyki, wchodzi gospodyni i dowiaduje się o co chodzi; nie odrazu udzielono jej odpowiedzi; krzyki trwały dalej: „Zleziesz. Nie zlezę“. W końcu, pan, rozżalony, zaczął przechadzać się po pokoju, mrucząc między zębami: „Widział kiedy kto coś podobnego?“ Aż gospodyni, zdumiona, stojąc w progu: „Ależ, panowie, o co wam chodzi?“
Kubuś, nieporuszony, odparł: Panu się coś w głowie przekręciło; bies go opętał.
PAN. — Głupstwa pleciesz.
KUBUŚ. — Jak pan rozkaże.
PAN, do gospodyni. — Słyszałaś pani?
GOSPODYNI. — Źle robi; ale spokój, spokój; mówcież jeden albo drugi: niech się dowiem, o co chodzi.