Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


utrapionych. Młoda dziewczyna zachowywała się biernie. Matka i pani de La Pommeraye, której powtarzano wiernie rady spowiednika, podsuwały jej pomysły zwierzeń, które utwierdzały klechę na tej drodze.
KUBUŚ. — Wasza pani de La Pommeraye jest zła kobieta.
PAN. — Ej, Kubusiu, to sąd za lekki. Ta złość jej, powiedz, skąd bierze źródło? Z postępków margrabiego des Arcis. Wróć go takim jakim przysiągł być, i znajdź mi teraz skazę na pani de La Pommeraye. Kiedy będziemy w drodze, będziesz ją oskarżał, a ja podejmuję się bronić. Co do tego klechy, łajdaka i rajfura, daruję ci go.
KUBUŚ. — To człowiek tak bezecny, iż myślę, że, od tego czasu, nie pójdę więcej do spowiedzi. A pani, miła gosposiu?
GOSPODYNI. — Co do mnie, będę nadal chodzić do naszego starego proboszcza, który nie jest ciekawy i słyszy tylko to co mu się powie.
KUBUŚ. — Gdybyśmy tak wypili za zdrowie paninego proboszcza?
GOSPODYNI. — Tym razem zgoda. Zacny człeczyna: w niedziele i święta daje się wytańczyć chłopakom i dziewczętom, i pozwala dobrym ludziom zachodzić do gospody, byleby nie wychodzili pijani. Zdrowie proboszcza!
KUBUŚ. — Zdrowie proboszcza!
GOSPODYNI. — Nasze panie nie wątpiły, iż, prędzej lub później, sługa boży odważy się doręczyć jakiś liścik swej penitentce. Tak się też stało; ale z jakiemi ostrożnościami! Nie wiedział niby, od