Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Może nie jest tak źle jak pani myśli.
— Poturbowana strasznie, mówię panu że zostanie kaleką.
— Trzeba zobaczyć; trzeba posłać po chirurga.
— Już posłano.
— Położyć do łóżka.
— Już leży i jęczy tak, że serce człowiekowi pęka. Biedna Linka...“
Wśród tych lamentów, rozlegał się dzwonek z jednej strony i wołanie: „Pani gospodyni, wina...“ Odpowiadała: „Idę, idę“. Dzwonek z drugiej strony, i wołanie: „Pani gospodyni, bielizna“. Odpowiadała: „Idę, idę. — Kotlety i kaczka. — Idę, idę. — Butelka, nocnik. — Idę, idę“. Z drugiego zaś kąta domu krzyczał ktoś jak opętany: „Przeklęty gaduło! opętany gaduło! czego ty nos wściubiasz? Czy chcesz abym tu czekał do jutra? Kubuś! Kubuś!“.
Gospodyni, oprzytomniawszy nieco z gniewu i żałości, rzekła do Kubusia: „Panie, niech się pan mną nie kłopoce, jest pan zbyt łaskaw.
— Kubuś! Kubuś!
— Biegnij pan prędko. Ach gdyby pan znał wszystkie niedole tej biednej istoty!...
— Kubuś! Kubuś!
— Idźże pan, zdaje się że to pański pryncypał woła.
— Kubuś! Kubuś!
W istocie, był to pan, który rozebrał się sam, umierał z głodu i niecierpliwił się iż nikt nic nie podaje. Kubuś pospieszył na górę, a w chwilę po Kubusiu gospodyni, z twarzą widocznie przygnę-