Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bioną: „Panie, rzekła do Kubusiowego pryncypała, stokrotnie przepraszam; ale bo też istotnie zdarzają się rzeczy które trudno strawić. Co pan sobie życzy? Mam kurczęta, gołąbki, wyborny comber zajęczy, króliki: okolica sławna jest z królików. A może pan woli kurkę wodną?“ Kubuś zamówił wieczerzę dla pana i dla siebie, wedle zwyczaju. Podano wreszcie, i, pożerając chciwie, pan rzekł: „Cóż ty, u djabła, robiłeś tak długo?
KUBUŚ. — Może co dobrego, może co złego; kto to wie?
PAN. — I cóż robiłeś złego czy dobrego?
KUBUŚ. — Powściągałem gospodynię, narażającą się na oberwanie paru sińców od tych ludzi, którzy przetrącili conajmniej jedną rękę jej służącej.
PAN. — A któż wie, czyby to nie było dobrem dla niej oberwać parę sińców...
KUBUŚ. — Z dziesięciu przyczyn, z których jedna lepsza od drugiej. Jedno z największych błogosławieństw, jakie zdarzyły mi się w życiu, jak tu stoję przed panem...
PAN. — Było to, iż ci się zdarzyło oberwać?... Dolej-no...
KUBUŚ. — Tak, panie; oberwać guzy na gładkiej drodze, w ciemną noc; a to gdym wracał ze wsi, jak panu mówiłem, zrobiwszy, wedle mnie głupstwo, wedle pana piękny uczynek, czyli oddawszy wszystkie pieniądze owej biednej kobiecinie.
PAN. — Przypominam sobie... Dolej-no. A źródło kłótni, którą uśmierzałeś przed chwilą i powody złego obejścia z córką czy też służącą gospodyni?
KUBUŚ. — Na honor, są mi nieznane.