Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


miał bolesne jakieś przejście i nie chciał pozwolić mi podzielić z nim jego smutku, odczułbym to nader boleśnie. Gdyby zamknął przedemną drzwi domu żałoby, wracałbym wciąż i prosiłbym, aby mnie wpuścił, abym mógł wziąć udział w tem, do czego mam prawo. Gdyby uważał mnie za niegodnego, za nieodpowiedniego do płakania z nim razem, uważałbym to, za najdotkliwsze upokorzenie, za najokrutniejszy sposób pohańbienia mnie. Nie mogłoby to jednakże stać się. Mam prawo dzielenia smutku; zaś ten, kto może oglądać piękno świata i brać udział w jego smutkach, kto odczuć potrafi cząstkę choćby czaru, tkwiącą w jednem i drugiem, w bezpośredniem pozostaje zetknięciu z boskością i dotrzeć potrafił tak blisko do tajników boskich, jak tylko mógł uczynić to ktokolwiek.
Może mnie i sztuce mojej, zarówno jak życiu mojemu, udzieli się głębsza jeszcze nuta, nuta większej prostolinijności uczucia i bezpośredniości porywów. Nie rozmiar, ale pogłębienie, istotnem jest zadaniem sztuki współczesnej. Przestał nas już interesować w sztuce przejaw typowy. Zajmują nas raczej wyjątki. Jasnem jest chyba, że nie mogę dać wyrazu cier-