Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/64

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Życie Chrystusa jest też dowodem, jak dalece był Arystoteles w błędzie, mówiąc w swoim traktacie o sztuce dramatycznej, że niepodobieństwem byłoby zniesienie widoku cierpień człowieka nieskazitelnego. Ani u Ajschylosa, ani u Dantego, u obu tych posępnych mistrzów miłowania, ani u Szekspira, najbezwzględniej ludzkiego ze wszystkich wielkich twórców, ani też w całym cyklu podań i legend Celtyckich, w których wdzięk świata przysłonięty jest mgłą łez, a życie człowieka nie waży więcej niż życie kwiatka, — nie znajdzie się nic takiego, co — pod względem prostoty odczuwania, połączonej i utożsamionej z wzniosłością tragicznego efektu, — mogłoby dorównać, albo chociażby w przybliżeniu upodobnić się ostatniemu aktowi męki Chrystusowej.
Szereg obrazów takich, jak: skromna wieczerza w gronie uczniów, z których jeden sprzedał Go już za srebrniki; udręka duszy w cichym, osrebrzonym światłem księżyca, ogrodzie; zbliżenie się fałszywego przyjaciela i zdrada przez pocałunek; czyn innego przyjaciela, który dotychczas wierzył w Niego i na którym, jak na opoce, miał Chrystus nadzieję zbudować schronienie Człowieka, a który teraz wyparł się Go, kiedy kur zapiał