Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

znasz błazeńską stronę mojej tragedji? Nie sądź, abym nie winił samego siebie. Przeklinam w dzień i w nocy moją głupotę, ona to bowiem sprawiła, że uległem złej sile i pozwoliłem jej owładnąć życiem mojem. Gdyby istniało w murach więziennych echo, powtarzałoby ono nieustannie: „Głupcze! Głupcze!“ Wstydzę się teraz moich przyjaźni, bowiem: powiedz mi, z kim się przyjaźnisz, a powiem ci, kim jesteś. Jest to niezawodnym probierzem dla każdego człowieka. Pali mnie uczucie wstydu, ilekroć przypomnę sobie kółko moich znajomych.
Wspomnienie to jest dla mnie codziennem źródłem upokorzenia. O niektórych nie myślę nigdy. Są mi obojętni — zbyt małe jest ich znaczenie... Tragedja moja wydaje mi się chwilami błazeństwem jedynie — niczem więcej. Dałem się wciągnąć w zasadzkę, a teraz siedzę w głębokiem bagnisku Malebolge, pomiędzy Jules de Retz‘em a markizem de Sade. Są miejsca, w których nie wolno nikomu śmiać się, z wyjątkiem zupełnych wariatów, — i ich nawet śmiech uważany jest za przestępstwo przeciwko ustawie; gdyby nie to, śmiałbym się z własnej mojej tragedji... Nie chciałbym zresztą, aby ktokolwiek mógł przypuszczać, że przypisuję innym karygo-