Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ognisk wyprawić, o przestarych królach powieści i o dzisiejszych braciach poległych, coście ich własne mi rękami po mogiłach grzebali; wszystkie bo radości i wszystkie biedy tak mi do serca przychodzą łzy wydobywać, jak one ptastwo co się przed chaty wasze zbiega w posuszę, żeby kapkę wody zachwycić; różne pieśni noszę dla was, jedne już ułożone, inne jeszcze pod sercem leżące ale już żywe, już jeno dzień przy pierwszéj radości na świat do lotu gotowe i jeśli Bóg da pożyć, toć się chyba lepiéj zapoznamy, nie dla was to ojcowie starzy ale dla waszych dzieci na długie noce, żeby sobie co przepowiadać mieli i bajki i śpiewki i nabożne i świeckie rzeczy, moc tego...
Wiem ci ja, że nie odrazu można wyrozumieć, czego jeden chce od drugiego, ale to pewno, że jak poczciwa dusza to ją zrozumie, jako dobre prosto za serce bierze, a złe musi się napracować, nakusić nim się go nieszczęsny człowiek chwyci, dla tego ja myślę: że mnie zrozumiecie moi bracia, jako ja o Bogu jeno, o naszéj matce ojczyznie i o dobrych ludziach rozpowiadam, a gdybyście mnie nie zrozumieli, to mi się stanie jak owemu pielgrzymowi, który wędrując do ziemi świętéj po górach, po pustyniach, jednéj nocy zimowéj przyciągnął już na takie miejsce, gdzie święte miasto Zbawiciela