Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W takich myślach pogrążonego doszedł głos wasz bracie Mateuszu, chłopska rodzina otwiera mi wrota swoje, i do gościnnego zaprasza ogniska, więc mnie ochota ogarnęła całego.
Aleć zkądże wam to bracia gromadzcy taka miłość dla mnie, czyście mojego serca podsłuchali bicie, czy was skrzypka mazowiecka, czy dusza śpiewaka pociągnęła? co bądź nie ociągając się, zbieram kości i może z ostatniemi śpiewami do waszych ubogich chat zachodzę.
Niechże będzie pochwalony Jezus Chrystus, i ten naród nasz poczciwy.
O! bracia moi, nim się z pomiędzy młodych rzeźwiejszy i miłościwszy głos odezwie, ja kończę swoje, a jeśli da Bóg, zobaczę nowego ludu śpiewaka, lirenkę moją ojczystą pokłoniwszy się jako od Boga wybranemu, u nóg położę.
Śpiewacy ludu polskiego, liro kmieca, jeszcześ ty się nie rozbudziła jak potrzeba; ojczyzna będzie kiedy się ty rozbudzisz — kiedy kmieć polski wolności zażąda, i kiedy sam z własnego serca wysokie pieśni wysnuje.
Miły Boże, daj rychło je usłyszéć, choćby nie tylko lirenka moja zamarła, ale i oczy i usta moje na wieki się zamknęły.
W kalecie mojéj tułackiéj różne się znajdują różności, które nosząc ze sobą po cudzych zamorskich krajach, myślę jakby do waszych