Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


DO
Brata Mateusza Gralewskiego.


Gdzie wy przyjaciele moi?... jednych mogiła przysypała, drugich Moskale i Niemcy do wiezień wtrącili, komuż tu śpiewać? komu się z nowonarodzoną pieśnią pochwalić? Świat mnie cudzy i ja jemu, a chociaż włos siwy ledwie gdzie niegdzie wyskakuje, chociaż drogi mojéj jeszcze nie przeszedłem, już się samotnym widzę i bez słuchaczów. Pokąd się było młodym, pokąd wiosnowe myśli napełniały głowę, można było nie baczyć na otoczenie, i martwy kamień wtedy miał serce dla człowieka, dziś mi już trudno do kamieni się obracać, dziśby mi waszéj dłoni potrzeba przyjaciele, waszego dobrego słowa, a tu umarłych nie wskrzesić, ba nawet do mogił kochanych dojść nie można, nad któremi ojczyste drzewa poszumiają, albo syberyjskie śniegi w wysokie zgarniają się kopce.