Strona:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sawę wprost niesłychanego znawcy prawa, jakiego drugiego niema w całym okręgu i poza jego nawet granicami. Ale pan Robin cierpiał na pewną wadę wymowy. Wymawiał literę t, jak g i literę k, jak t. Wynikały stąd nieraz ciekawe kombinacye, które zdumiewały ludzi na rozprawach. Pewnego dnia rzekł do ojca Provosta, który wikłał się w zeznaniach:
— Wszystko to niejasne za...ówno.
Nieborak Provost zarumieniwszy się odparł.
— Ależ panie sędzio, pan gada świństwa!
Nie szkodziło to jednak wcale ustalonej sławie pana Robin jako nieocenionego urzędnika i światowca nieposzlakowanego.
Czasem pan Robin zabierał mnie ze sobą na przechadzkę. Szliśmy drogą. Nagle zatrzymywał się, sapał chwilę, przeginał mocno w tył, ustawiał w pozycyi fotograficznej i z majestatycznymi gestami improwizował przemową krasomówczą:
— Panowie! — wołał. — I cóż rzec o tym młodzieńcu wychowanym po chrześcijaństu przez tatolictą godzinę, ttógego niste żądze tosgoszy pogwały na manowce zbgodni, ttógędy pgowadzi | scieżta pietelna, tędyś na samo dno upadtu i guiny!
Zapalał się, wzywał sprawiedliwości, czytał prawo, brał Boga na świadectwo. Rękami wymachiwał w powietrzu szybko jak wiatrak śmigami.
— Tat panowie! Tagdynalne zasady, na ttógych