Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/254

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.
    —   240   —

    Opowiem rzeczy wielkie — przesądnej ślepoty
    Uciekające duszę chcę potargać więzy
    I świętej prawdy ludziom ukazać oblicze.
    Ku temu słodkich pieni pożyczę jej czaru.
    I nie dziw. Bo jak lekarz choremu dziecięciu
    Gorycz zbawienną w przykrym podając napoju,
    Brzegi kubka miodową namaszcza łakocią
    I przez złudzone wargi wlewa mu przezornie
    Nowe siły i zdrowie; tak i ja mój, Memmi[1],
    Gdy wysokie mądrości prawdy opowiadam,
    Mniej pojętnym umysłom z pozoru tak wstrętne,
    Rad słodzę ich surowość słów powabnych miodem.
    Tuszę, że i twój umysł zniewolę, gdy poznasz
    Naturę całą w cudnej piękności uroku.

    W pierwszych trzech księgach wykłada poeta teoryę atomistyczną świata, uderzając na wyobrażenia mitologiczne, a uwielbiając majestat natury:

    Gdy wzniesiem wzrok na niebios wspaniałą budowę,
    Na te gwiaździstych stropów błyszczące klejnoty,
    Te wiecznemi gościńcy dzień z nocą wiodące
    Słońca i przemiennego księżyca obroty:
    Wtedy i w głębi duszy obudza się z trwogą
    Myśl, powszedniemi życia troskami tłumiona,
    Może jest jakieś bóstwo, potęgi tak strasznej,
    Tak wielkie i wszechwładne, że zdoła swą mową
    Poruszać i w swych ręku ważyć te ogromy...
    Ach! gdzież człowiek, któryby na to pomyślenie
    Nie zadrżał, z chwiejącą się pod nogami ziemią,
    Gdy huk straszny piorunu górami zatrzęsie
    I krwawa błyskawica niebiosa zapali.
    Czyliż taką bojaźnią nie drżą ludy całe?

    Na dowód szkodliwości wiary w bóstwa przytacza przykład Ifigenii, (ffianassy), która dla przebłagania bogów musiała być zabita.

    Jak sromotnie skalali krwią Ifijanassy
    Ołtarz Dyany greccy wodzowie w Aulidzie!
    Stała smutna dziewica — jasnych włosów sploty
    Zwieszały się w nieładzie po bladych jej licach;
    Ojciec błędne wejrzenie rzucał od ołtarza;
    Przy nim w ręku kapłana błyskał nóż ofiarny.
    Na ten widok płacz wielki powstał między ludem.
    Ona klękając padła na ziemię zemdlona...
    Ach, nie pomogło czułe: „ojcze mój!“ wołanie,
    Królem tylko był ojciec... Dano znak: rycerze
    Nieszczęśliwą porwawszy, przed ołtarz powlekli;
    Nie jak oblubienicę w świeżym życia kwiecie,

    1. Przyjaciel Lukrecyusza, ku któremu w poemacie swoim wciąż się zwraca.