Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   239   —

Cichy, łagodny, słodki w pożycia sposobie,
Żył sobie podług woli, nie żałował sobie,
Nigdy nie znał, co jest gniew, zżymanie i focha.
Każdy go też wspomina i każdy go kocha...
Ja, wieśniak nieotarty, straszącej postury,
Srogi, zrzędny, łakomy, uparty, ponury;
Wziąłem żonę... źle! Przyszły na świat dziatki?...
Jeszcze gorzej! A chcąc im zostawić dostatki,
Straciłem na zbieranie całe moje lata.
Dziś na starość za pracę jakaż mi zapłata?
Oto mnie nienawidzą... On, bez żadnej prace
Ma całą korzyść ojca, ja ją całą tracę;
Jego kochają czule, mnie się tylko boją;
Jemu każdy powierza każdą skrytość swoją,
Jego lubią... I teraz bawi się z obiema.
Ja sam tylko, wedle mnie żadnego z nich niema.
Gdy jemu życzą, by żył dla nich w późnej porze,
Mojego zgonu tylko wyglądają może!
Jam ich chował, co ujął małą rzeczą, proszę!
Mnie się sam trud zostaje, a jemu rozkosze.
Doświadczę też przeciwnie, czy i ja być mogę
Słodkim i dobroczynnym, jak brat wskazał drogę?
I ja też być od swoich kochanym mam żądzę.
I gdy trzeba pobłażać i sypać pieniądze,
Nie zostanę się w tyle... A gdy nie wystanie?
Alem też starszy! krótsze będzie szafowanie...

(K. Tyminiecki).
I rzeczywiście pobłażliwością i hojnością zyskuje sobie Demeasz miłość synów; sztuka kończy się weselem.
(Wszystkie sześć komedyj Terencyusza przełożył Wierszem Konstantyn Tyminiecki i ogłosił w drugim tomie „Pism“ swoich, Warszawa 1817; dwie zaś komedye: Niewiasta z Andros i Eunuch wierszem miarowym przetłómaczył Jan Wolfram, wyszły one w Warszawie 1885 r.).

IV. Lukrecyusz.
O przyrodzie wszechrzeczy.
Mając w poemacie swoim wyłożyć zasady filozofii Epikura, czuje Lukrecyusz trudność tego zadania, więc wzywa pomocy Muz i bogini piękności:

Na bezdrożne Pieryd wstępuję wyżyny,
Gdzie żadna jeszcze ludzka nie postała stopa;
Pragnę dotrzeć odważnie do najczystszych źródeł,
Sam z nich czerpać i świeżo własną ręką kwiaty
Uszczknąć na śmiertelną skroni mych ozdobę,
Jaką żaden wieszcz dotąd nie uwieńczył czoła.