Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   238   —

I mybyśmy hulali, gdyby było złoto!
I tybyś dziś nie łajał synowi twojemu,
Wolałbyś, że się bawi, kiedy wiek po temu,
Niż gdyby (późno ojca zbywszy się z gospody)
Szalał stary dlatego, że nie szalał młody.
Demeasz.  Jowiszu! ja przez niego dziś w szaleństwo wpadnę.
Też nie są jeszcze błędem czyny tak szkaradne?
Micyon.  Słuchaj! nie nudź mnie proszę dłużej w tym sposobie.
Chciałeś, bym syna twego przysposobił sobie,
Przez ten układ już jest mój... jest w nim jaka wada.
Mnie gorzej, bo największa część jej na mnie spada.
Je? — z mego. Pije? — z mego. Stroi się? — za moje.
Umizga się? — i na to dam, póki obstoję;
Jak braknie... któż wie? może wypchnięty zostanie.
Wybił drzwi? zapłacę je. Zdarł suknie? dam na nie.
Jest, dzięki bogom, z czego i dawać uczciwie,
I przecie się, choć daję, dotychczas, nie krzywię.
Wreszcie lub przestań, lub weź kogo chcesz na zgodę,
A ja ci, że ty bardziej błądzisz w tem, dowiodę.
Demeasz.  Ucz się być ojcem od tych, co są w rzeczy niemi.
Micyon.  Tyś mu naturą ojciec, ja — radami memi.
Demeasz.  Radami?...
Micyon.  Nie chcesz przestać? otóż ja przestanę...
Demeasz.  ......I nareszcie, gdy ci się tak zdaje,
Niech traci, hula, ginie... jego obyczaje
Nie do mnie... ani pisnę.
Micyon.  Już znowu z zapałem?...
Demeasz.  Bo czyż mi nie dowierzasz? czy ja go brać chciałem?
Boli mnie, bo mój!... ale jeśli się sprzeciwię
Odtąd kiedy, bodajem!... lecz zmilczę cierpliwie,
Chcesz, bym dbał o jednego, dbam, i bogom dzięki,
Że jest takim, jakim być powinien z mej ręki.
Lecz ten twój pieszczoch... uzna... po swej słodkiej szkole
Kiedyż-tedyż później!... ach!... ale zmilczeć wolę.

Przekonawszy się jednak, że ten syn, któremu tak ufał i którym się szczycił, nie jest bynajmniej lepszym od owego pieszczocha, zmienia Demeasz zdanie, mówiąc:

Nikt nie był w trybie życia tak wyrachowany,
By majątek, wiek, moda, nie wniosły weń zmiany
I nie szepły mu w ucho, że złe dobrem sądzi
I co ma za najlepsze, w tem najbardziej błądzi.
Doświadczam tego, gdyż to ostre obchodzenie,
Którem tak lubił, w schyłku od dziś dnia już mienię.
A to czemu? spyta kto. Doświadczyłem zblizka,
Że przez dobroć i słodycz najwięcej człek zyska.
Dowód tej prawdy z brata mojego i ze mnie.
On żył zawsze bez troski, wesoło, przyjemnie;