Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/230

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.
    —   216   —

    Aby mnie, korabiowi Erosa, wśród jazdy
    Gdy ją ujrzę, służyła za przewodnie gwiazdy....
    Lecz strzeż się, kochanie,
    Aby wichrów gwałtownych nie zgasiło wianie,
    Pochodni, światłodajnej przewodniczki życia,
    Bo zginę!“....
    Stanął układ — połączyć miał ich ślub tajony;
    I przysięgli, pochodnię wzywając na świadki.

    Odtąd codziennie, gdy zmrok zapadał, Leander przepływał cieśninę przy świetle pochodni, którą zapalała Hero, i nad ranem tą samą drogą wracał do Abydos.

    Tak swą miłość przeważną w skryte tuląc ciemnie,
    Ukradkiem się Kiterą poili wzajemnie.
    Lecz czas krótki tak żyli i niedługo wzajem
    Tej tułaczej żeniaczki cieszyli się rajem.
    Bo gdy nadszedł czas zimy, co świat śniegiem bieli,
    Kłębiąc spiętrzone wiry przepastnych topieli,
    A bezdeń mórz ruchliwą i mokre posady
    Ryły wciąż wichrów wściekłych hukliwe gromady,
    Morza toń rozszalałym siekąc uraganem:
    Żeglarz już okręt czarny po morzu smaganem
    Ciągnął do brzegów suchych bezpiecznej przystani,
    Rozhukanej i zdradnej strzegąc się otchłani —
    Lecz ciebie strach nie wstrzymał mroźnej nawałnicy,
    Wielkoduszny Leandrze, a hasło z wieżycy,
    Błyszcząc znanem światełkiem, co ci dziewosłębi,
    Uwiodło cię, coś gardził rykiem wściekłych głębi.
    O zdradne i okrutne! Hero zaś nieboga,
    Winna była, gdy zima zbliżyła się sroga,
    Pozostać bez Leandra....
    Lecz ją szał i los przemógł: więc w szału brnąc toni,
    Śmierci już, nie miłości pochodnię ma w dłoni!
    Noc była — kiedy wichry fal ziejące grzmotem,
    Wichry, mroźnym oddechem rażące, jak grotem,
    Tłumnie ku brzegom morskim runęły zawieją.
    Lecz i wtedy Leander, ożywion nadzieją
    Utęsknionej Herony, podążał miotany
    Na fal grzbiecie. Już bałwan roztrąca bałwany,
    Otchłań wre — a z powietrzem zmieszało się morze!....
    Leander zaś nieszczęsny na srogiem przestworzu
    Wciąż błaga Afrodytę, co z morza zrodzona,
    Wciąż nawet mórz samego władcę Posejdona.
    Boreasza też zdrajcy Atenki[1] nie mija —
    A przecież nie wspomogła go ręka niczyja
    I Eros Przeznaczenia nie wstrzymał wyroku!

    1. Boreasz porwał za żonę Orejtyę, córkę Erechteusza, króla ateńskiego.