Strona:Noc letnia.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— wszyscy odkrzyknęli chórem: «Niech żyje książe nasz!» — Z razu twarz starca pokryła się gniewu rumieńcem — ale te wyciągnięte ramiona, te dobyte do połowy miecze, ten zapał ich wszystkich, myśli jego rozerwał — wspólna sprawa lepszą ich połowę zabrała — Przyszłość i potęga, duma i nienawiść przesłoniły mu postać samotnéj, płaczącéj, opuszczonéj — i sam dodał głosem który niegdyś grzmiał pośród szczęku bitew: «Biada buntownikom!»

Noc letnia ornament 5.jpg


Dłużéj jednak z gośćmi pozostać nie raczy — ponuro skinął na giermków — Oni przed nim z pochodniami stają — Młodzieniec na chwilę odbiegł swoich i teścia oprowadza aż do progów sali — Teść go pożegnał zimnym wzrokiem wstrętu — On wraca i woła: «Przez dobry kindżał mój niecierpię przymusu — świeżom pojął dziewoję nie żadne kajdajny — Smutny księ-