Strona:Noc letnia.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzyszy i krzyknął: «księżyc dopiero w samym środku nieba» — «A więc do was jeszcze i z wami,» zawołał młodzieniec i wychylił czarę i rzucił, oprawną złotem, sadzoną dyjamentami, przez stół najbliższemu — Ciężka dłoń starca w téj chwili na jego spoczęła ramieniu — obejrzał się i chwytając za drugi puhar «zdrowie twoje ojcze, rzekł, i wy wszyscy spełnijcie je ze mną» — Ale pan zamku nie podziękował, jedno wskazał zięciowi otwarte podwoje i dalekie zakręty, któremi szły niewieście postaci wracające w milczeniu i ginące w cieniach — Młodzieniec odparł potrząsając płowych pukle włosów: — «Patrz! na tych wesołych i mężnych co mi po dziś dzień służyli tak wiernie — przysięgą związałem się z niemi — do jutrzenki razem pić będziem i śpiewać — Tę noc najpierwszą, najmilszą poświęciłem im» — to mówiąc porwał za dłonie obok stojących i krzyknął: «Za to podły buntowników motłoch ścigać będziecie w tych górach póki mi rozkazów a wam ducha stanie»