Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 10 - Rey -Kochanowski.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszytkę swą krasę drzewa utraciły,
A śniegi pola wysoko przykryły.
Po chwili wiosna przyjdzie,
Ten śnieg z nienagła zyjdzie,
A ziemia, skoro słońce ją zagrzeje,
W rozliczne barwy znowu się odzieje.
Nic wiecznego na świecie:
Radość się z troską plecie,
A kiedy jedna weźmie moc nawiętszą,
Wtenczas masz ujrzeć odmianę naprędszą.[1]


I powróciło szczęście i urodzaj, — nic nie trwa wiecznie, i wszystko się zmienia. Minie i piękne lato i jesień bogata. A potem:

Patrzaj, jako śnieg po górach się bieli,
Wiatry z północy wstają,
Jeziora się ścinają,
Żórawie, czując zimę, precz lecieli.
Nam nie lza, jedno patrzać też swej rzeczy:
Niechaj drew do komina,
Na stół przynoszą wina,
Ostatek niechaj Bóg ma na swej pieczy![2]


Po zimie przecież błyśnie znowu wiosna.
Tak kochał i odczuwał Kochanowski wszelkie piękno natury. — Drugiem źródłem szczęścia była dla niego rodzina: dobra, kochająca i kochana żona, miłe i zdrowe córki.

Jeden z wielkich naszych poetów powiedział, że człowiek szlachetny szczęścia nie znajdzie w rodzinie, jeśli go niema w ojczyźnie. To prawda. Szczęście rodzinne nie może wystarczyć temu, kto ogarnia uczuciem kraj cały i dalej myślą sięga, —

  1. Przypis własny Wikiźródeł Fragment „Pieśni IX“ z Ksiąg Wtórych — „Nie porzucaj nadzieje“.
  2. Przypis własny Wikiźródeł Fragment „Pieśni XIV“ z Ksiąg Pierwszych — „Patrzaj jako śnieg po górach się bieli“.