Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 10 - Rey -Kochanowski.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Serce roście, patrząc na te czasy:
Mało przedtem gołe były lasy,
Śnieg na ziemi wyższej łokcia leżał,
A po rzekach wóz nacięższy zbieżał.
Teraz drzewa liście na się wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.
Teraz prawie świat się wszytek śmieje,
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje;
Ptacy sobie gniazda omyślają,
A przede dniem śpiewać poczynają.


Płynęły błogo dni jasne, słoneczne, — w polu dojrzały zboża, przetykane purpurą maków, szafirowemi oczami bławatków, falujące bogatym kłosem...
A wtem chmura gradowa z grzmotem, piorunami pełznie złowrogo, niszczy pracę ludzką, złote pola białym okrywa całunem, łamie gałęzie drzew, obdziera z liści i owocu, zostawia spustoszenie obraz pełen smutku.
Poeta patrzy na to z bólem wielkim, — nagle myśl inna błysnęła mu w sercu, chwyta pióro i pisze:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje;
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.
Patrzaj teraz na lasy,
Jako prze zimne czasy