Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 04 - Leszek Biały - Bolesław Wstydliwy.djvu/27

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rozpytać o znajomych i przyjaciół, o wieści ze swego kraju; spodziewają się przytem i zarobić na zamiennym handlu, zaopatrzyć w potrzebne narzędzia, zamówić inne, których potrzebować będą.
Troszczą się też o drogi, — w puszczy wycinają drzewa, zasypują poblizkie biota, stawiają znaki w polu. Aby tamtym łatwiej było trafić do ich osady.
Spojrzyjmy na to miejsce po latach 10.
To miasteczko. Takich miasteczek w Polsce dotąd nie mieliśmy. Dokoła rynku wznoszą się porządne domy, niekiedy murowane, porozdzielane uliczkami. Wewnątrz domów wygoda i dostatek: piękne rzeźbione sprzęty, kobierce, broń kosztowna, złote i srebrne naczynia, — widać, iż mieszkańcy to ludzie zamożni.
Na rynku piękny ratusz z wysoką wieżą, gdzie sprawuje urząd i sądy pan wójt, ławnicy, burmistrz i rajcowie. Tutaj odbywają się wszelkie narady, tutaj obywatele obierają sobie urzędników, tu przechowują się ważne pamiątki, wszelkie akta i pisma, tu wreszcie pokutują za winy przestępcy.
Obok ratusza kościół, przy kościele szkoła, miasteczko dba widocznie o korzyści wiedzy.
A dokoła osady pola starannie uprawne, łąki, pastwiska, lasy; — mieszkańcy nie oderwali się całkiem od roli, choć rzemiosła i handel niemałe już dzisiaj przynoszą im korzyści.
Odwiedzają ich teraz nietylko rodacy: okoliczni mieszkańcy spieszą także do ludnej, bogatej osady, gdzie wszystkiego dostanie, wszystko sprzedać można, — tylko rozmówić się trudno: przybysze nie chcą uczyć się po polsku.