Strona:Niedźwiedź, Chłop i Lis.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 5 –

Nasz chłop zaśmiał się ze swej trwogi, i pokłonił się niedźwiedzicy, ona zaś podała mu łapę na powitanie.
— Jak się pani powodzi? — spytał chłop. — Czy znalazła gdzie pani miodu trochę lub inne jakie pożywienie?
— Owszem, owszem, znalazłam, głodna nie jestem...
— Słyszałem, że były u pani dobrodziejki swaty? Podobno zaleca się do pani borsuk?
— Coo? Borsuk? Czy chcesz bym cię rozszarpała? Takie marne w porównaniu ze mną stworzenie, miałoby śmiałość podejść do mnie chociażby?
Wolałabym zostać na całe życie starą panną, jak się w ten sposób pospolitować!
I odwróciła się obrażona od gospodarza. Tymczasem nadbiegł duży, szary, zając i objąwszy łapami niedźwiedzicę,