Strona:Niedźwiedź, Chłop i Lis.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 4 –

pług swój ku polu śpiewając orał pracowicie.
A za pługiem wślad sunęły gromady gawronów i kawek i wyjadały z pod bruzd tłuste pędraki i liszki.
Naraz ujrzał chłop przed sobą jakąś ciemną masę.
— Coby to być mogło? — pomyślał i przestał śpiewać.
Może duch jaki, a może olbrzym pożreć go idzie?
Ze strachu nie mógł się poruszyć, stał ze swym pługiem i na śmierć niechybną oczekiwał.
Ale cóż się okazało? Nie był to ani olbrzym, ani duch straszliwy z tamtego świata przychodzący, lecz zwyczajna, ot taka bura, kudłata niedźwiedzica.
W dawnych czasach nikt nie bał się zwierza, gdyż o ile nie zaczepił, lub krzywdy nie wyrządził, był o swe życie spokojny.