Strona:Mikołaj Biernacki - Piosnki i satyry.djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Literaci od Stańczyków,
To męże godności;
Do roli pańskich charcików,
Giętkie mają kości.
Dobra bo to rzecz, obroże!
Jasny pan, choć kopnie nogą,
Za kopnięcie płaci drogo!
Mój ty mocny Boże!

Literaci od Stańczyków,
Uczciwi panowie;
Kto należy do ich szyków,
Geniusz co się zowie.
Lecz sprobój być z nimi w sporze!
Basta — taktyka gotowa;
Niema cię — cisza grobowa,
Mój ty mocny Boże!

Literaci od Stańczyków,
Wzór pobożnych mężów;
Na piersiach dziesięć krzyżyków,
A w sercach sto wężów.
I w bogobojnym ferworze,
Rozmieścili się już w niebie,
Sądzą że odrwili Ciebie,
Mój ty mocny Boże!