Strona:Mikołaj Biernacki - Piosnki i satyry.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszakżeś to bogiem oświaty!
Podjąłeś mi się przed laty
Kuć postęp dla ludzi;
Robota miała być gładką,
Równą, porządną jak rzadko,
Tymczasem śmiech budzi.
Tu misterna, tam znów gruba,
Istna nieudała próba.

Cały Olimp nią zgorszony!
— Proszę o głos dla obrony,
Jowiszu łaskawy!
Rzecze Wulkan, taka mowa,
Takie uszczypliwe słowa,
Niemają podstawy.
Niech ten, kto skargą szafuje,
Wprzód wie, jak ja postęp kuję.

Głowy kładą się pokotem,
I tłuką stosownym młotem,
Z równem nabożeństwem;
Więc, by jedna postępowa,
Druga wsteczna wyszła głowa,
Jest niepodobieństwem.
Wszystkie są jednakiéj wody:
Zresztą — proszę o dowody.