Strona:Mikołaj Biernacki - Piosnki i satyry.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


 — Ach! rzekł Jowisz, niech cię kaci!
Służę; a arystokraci!
A konserwatyści!
Aha! mości dobrodzieju!
Szukaj w ich mózgach oleju!
Pokaż mi korzyści,
Jakie płyną z ich gromady
Dla narodu — oprócz zdrady?

Prawda! a to się złapałem!
Mówi Wulkan, zapomniałem!
Lecz klnę się na duszę,
Że ja chcąc wpajać naukę,
Jednostajnie w głowy tłukę.
Przypuszczać więc muszę,
Że mózgi konserwatywne
Bardziéj twarde, tępe, sztywne...

— Aj! woła Jowisz, Wulkanie!
Aj! przestań! takie gadanie
Na śmiech cię wystawi.
Toż twój domysł, mój kochany,
Najmniejszemu dziecku znany!
Niechże się zabawi
Twoim kosztem moja żona;
Junona! chodź no! Junona!