Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


KRÓL I OSIOŁ

Więcej niż tysiąc lat temu ten mały okręg był królestwem maleńkiem, prześlicznem i bajecznem — jeżeli tak się można wyrazić — królestwem. Zdala od wszelkich kłótni, od zazdrosnej cywilizacji i niepokojów, królestwo to cieszyło się błogim spokojem, dlatego też ludność jego odznaczała się łagodnością i pokorą. Wszystko tam jak gdyby tonęło w cichej drzemce, a dokoła panował uroczysty, świąteczny błogostan. Nie było złości ani nienawiści, nie było próżności i dlatego nie było smutków ani nieszczęść, jak w innych krajach...
Stary król umarł, a na tron wstąpił syn jego — Hubert. Miłość ludu ku niemu rosła coraz bardziej. Był on taki dobry, taki czysty, taki szlachetny, że zwolna ta miłość ludu przeszła jak gdyby w namiętność, w żądzę, nieomal w ubóstwienie. Od chwili jego przyjścia na świat astrologowie starannie badali gwiazdy i wreszcie w iskrzącej się księdze niebieskiej przeczytali, co następuje:
„W czternastym roku życia Huberta zajdzie ważny fakt: stworzenie, którego śpiew wyda mu się najcudniej-