Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Corpo di Baccho! Umarł! Umarł przed trzystu laty!
— A na co umarł?
— Nie wiem. Tego nie wiem.
— Może na ospę?
— Nie wiem, gentlemani, tego nie wiem, na co umarł...
— A może na tyfus plamisty?
— Możliwe... bardzo możliwe... ale nie wiem napewno... W każdym razie musiał na coś umrzeć...
— Czy rodzice jego jeszcze żyją?
— To nie-możli-we...
— A zatem, pozwól pan, który z tych biustów jest jego — a który piedestał?
Santa Maria!... Przecież widzicie, gentlemani, że to jest biust, a to piedestał.
— Aha!... Widzę już, teraz to widzę... Doprawdy, wcale niezły pomysł... A czy to dopiero po raz pierwszy zrobiono z niego to popiersie?
Ale efekt tego kapitalnego żartu przepadł, gdyż ciceronowie włoscy najczęściej nie umieją się poznać na subtelności ani humoru, ani dowcipu amerykańskiego.
Z dowcipem amerykańskim udało nam się zapoznać także i ciceronów Rzymu. Oto wczoraj trzy albo cztery godziny przepędziliśmy w Watykanie — w tej przecudownej skarbnicy arcydzieł i fenomenalnych dzieł sztuki. Zaiste, nieraz wybuchał w nas podziw, jednakowoż — w otoczeniu ciceronów — udawało się nam nad nim zapanować. Ciekawym, czy też wogóle kto ze zwiedzających Watykan był