Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Cicerone był mocno zawstydzony. Czuliśmy jednak, że zamierza dokonać z nami jeszcze jednej próby, ukrywając narazie przed nami coś, co nas prawdopodobnie napełni zdumieniem...
— Ach, gentlemani!... Proszę! Za mną... za mną! Zaraz pokażę wam piękny, cudny, niesłychany biust Krzysztofa Kolumba! — Wspaniały! Doprawdy, wspaniały kawałek! Coś, co budzi zachwyt!...
Przyprowadził nas i postawił przed owym cudownym biustem — był on rzeczywiście cudny — poczem odszedłszy dwa kroki, stanął w obmyślonej zgóry pozie i zapytał:
— A co?! Prawda?... Spójrzcie tylko, gentlemani, na ten cudny biust wielkiego Krzysztofa Kolumba!... toż to biust!... Czyż jest coś podobnego na świecie?... A jaki piedestał!... Prawda? Co!
Doktór spojrzał z za binokli, kupionych specjalnie na oglądanie dzieł sztuki i rzekł:
— Jak... powiadasz pan?... jak się zwie ten gruby jegomość?
— Krzysztof Kolumb!... Wielki Krzysztof Kolumb!...
— Krzysztof Kolumb? Wielki Krzysztof Kolumb?! Ale cóż on zrobił właściwie?...
— Ależ... Odkrył Amerykę!... Amerykę odkrył!...
— Odkrył Amerykę? Hm... To chyba nieprawda... Kto powiedział? My... przecież jesteśmy z Ameryki, a nic o tem nie słyszeliśmy, aby... Hm... Powiadasz pan, Krzysztof Kolumb nazywa się? No, nie powiem, żeby brzydkie nazwisko. Czy on żyje jeszcze?