Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w stanie dokazać tej sztuki? Skutek był taki, że cicerone nasz wprost tracił zmysły wobec kamiennej oziębłości Jankesów...
Biegał jak warjat, tam i sam, omal nie łamiąc nóg, wysilał całą swą biegłość cicerona, aby wynaleść wreszcie coś, coby nas przejęło zdumieniem.
Wszystko nanic! Niczem nie mógł nas wytrącić z równowagi. Okazało się, że na sam ostatek ukrył coś, co, jego zdaniem, było największą osobliwością Watykanu: królewską mumję egipską — w istocie — najlepiej może przechowany okaz ze wszystkich, znajdujących się na kuli ziemskiej.
Przyprowadził nas do niej.
Teraz tak już był pewien wrażenia, że w jednej chwili odzyskał całą swą dawną pewność siebie i entuzjazm, zwarzony naszą oziębłością.
— Spójrzcie, gentlemani! Czy widzicie? Oto królewska mumja egipska!...
Doktór, jak zazwyczaj, z całą świadomą obojętnością podniósł binokle do oczu.
— Ee... za pozwoleniem... hm... jak pan powiedział? Jak brzmi nazwisko tego gentlemana?
— Nazwisko?... Nie ma nazwiska... Przecież to mumja, Królewska mumja egipska!...
— Aha... Tu w Rzymie przyszła na świat?
— Ah! Cóż znowu! To mumja egipska.
— Ahm... hm... A zatem rodem z Francji?
Corpo di Baccho!... Nie z Francji!... Ani z Rzymu!... Cóż znowu! Pochodzi z Egiptu!...
— Pochodzi z Egiptu? Pierwszy raz słyszę! Pewno jakaś mało znana mieścina... Mumja... Egipt...