Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oknie podczas burzy... Boże! Boże! Wiem, że więcej nie ujrzę dnia jutrzejszego... Mortimerze!
— No co?
— Co to za szelest?... Co ty robisz?
— Staram się wyszukać w szafie marynarkę.
— Rzuć ją czemprędzej! Jestem przekonana, żeś ty gotów ubrać się w taką odzież, chociaż wiesz dobrze, że wszyscy poważni uczeni zgadzają się w tem, iż tkaniny sukienne przyciągają pioruny. O, Panie! Panie! Niedość, że życie człowieka narażone jest na niebezpieczeństwo wskutek przyczyn naturalnych, a tu jeszcze on sam robi to wszystko, co zwiększa niebezpieczeństwo... Nie śpiewaj, proszę cię! Jak możesz robić coś podobnego!
— Nie wiem, co w tem jest złego.
— Mortimerze, wszakże nie raz, a sto razy mówiłam ci, że śpiew powoduje wstrząśnienie powietrza, które przerywa wpływ fluidu elektrycznego, a zatem... Boże mój, dlaczegoż to przyszła ci myśl otwierania drzwi?
— Zmiłuj się, kobieto; cóż ci to szkodzi?
— Co szkodzi? Przecież to śmierć! Każdy, ktokolwiek choć odrobinę zainteresował się tym przedmiotem, wie, że robiąc przeciąg, jak gdyby zapraszamy w ten sposób grom do siebie... Ale ty źle zamknąłeś drzwi... zamknij je mocniej... i prędzej chodź tu, gdyż zginiemy wszyscy! O, jakie to okropne być w takiej chwili zamkniętą z warjatem!... Co ty tam robisz, Mortimerze?
— Nic. Chcę poprostu otworzyć kran z wodą.