Strona:Mark Twain - Król i osioł oraz inne humoreski.djvu/11

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W pokoju gorąco i duszno. Pragnę odświeżyć sobie twarz i ręce.
— Tyś się wściekł chyba! Właśnie woda najbardziej przyciąga pioruny! Zamknij kran czemprędzej. O Boże, przecieżem pewna, że nic na świecie już nas nie zbawi? Mortimerze, a to co takiego?
— To?... To obraz. Zrzuciłem go niechcący.
— A więc ty stoisz koło ściany! Odejdź zaraz! I znów o mało co nie zakląłeś! Jak ty możesz być aż do tego stopnia zepsutym człowiekiem, żeby narażać na niebezpieczeństwo całą rodzinę?... Mortimerze, czyś zamówił dla siebie jasiek, jakem cię o to prosiła?
— Nie, zapomniałem o tem.
— Zapomniałeś? To cię może życie kosztować. Gdybyś miał jasiek, to mógłbyś go na środku pokoju położyć, i leżeć na nim. — Wtedy czułbyś się zupełnie bezpiecznym. Chodź tu, ale chodź prędzej, dopóki jeszcze nie narobiłeś nowych nieostrożności.
Próbowałem wleźć do alkowy, ale tam niepodobna się było zmieścić we dwoje, — przy drzwiach zamkniętych, doprawdy, mogliśmy się tam podusić, Usiłowałem wyleźć, lecz nie mogłem, wreszcie po pewnym czasie udało mi się to zrobić. Ale żona znowu mnie zawołała:
— Mortimerze, zresztą może się coś da zrobić dla twego ocalenia. Podaj mi książkę niemiecką, która leży na końcu półki i podaj świecę. Tylko nie zapalaj jej, nie, daj mi zapałkę ja sama zapalę. W książce tej są odnośne wskazówki.