Strona:Marian Gawalewicz - Dusze w odlocie.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zobacz, kto tam umarł, — mówił — przy każdem nazwisku powtarzał »nie znam«, oczy mrużył coraz bardziej, wreszcie zasnął i słuchać przestał.
Kazałem Banasiowej czuwać przy nim, bo mi się oddech jego wydał jakiś cięższy i chrapliwszy, niż zwykle.
Kiedy śpi, ma wyraz twarzy smutny i ponury i jakiś bolesny; dopiero wtedy poznać po nim, jak go ta choroba nurtuje i podgryza.
Musiał być jednak dobry człowiek, ale i nie bardzo szczęśliwy w życiu. Wszystko mi coś na to wygląda, chociaż nic o nim nie wiem, a wypytywać się nie wypada.
Zresztą, co mi po tem?...