Strona:Maria Sułkowska - Tristan II.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na cerkwiach błyszczy sieć promieni drżąca;
Powietrze całe zda się złotolite
I czujnem uchem, o porze porannej,
W ryku wód słyszę głos kapeli szklannej.


XII.

Boh jest przed parkiem jak lustro pogodne,
Aż spłynie skrętem w jaru strome ściany,
Skały łożyska w sploty chwyci wodne,
Zryczy wód grzmotem, oplwa mętem piany;
Chwilę w głębinie zbiera siły prądne,
Na progi pada wściekłością pijany...
Przeleci gniewny; głazy za nim warczą;
Z dala się śmieje chytrą, złotą tarczą.


XIII.

A gdy tak pędzi z wściekłością i w szale,
W tyle srebrzyste grają mu fanfary,
Ruchliwe, drobne, poniechane fale.
Kraj skał nadbrzeżnych oblegają szary;
Cisną się, tłoczą, wpierają zuchwale:
I nie wiem czyli trzciny i szuwary
Kołyszą lęki czy ranne wietrzyki,
Gdy woda wdziera w wysepek przesmyki.