Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


a w głębi duszy na przybyszów zgóry patrzał — choć tego ni słowem, ni wzrokiem nie zdradził.
Aż raz wezwano go do kasztelu i ogłoszono, że pan na Wyszogrodzie umarł, a ziemię jego wziął inny pan, co się kniaziem zowie. Płakali po śmierci pana wojaki jego, namiestniki, osadnicy i sługi — ale Kuźma nie płakał, i nawet jakby podrósł, bo kniaź go przed oblicze swoje wezwał i dobrotliwie ugościł i przemówił:
— Nie sługą, a synem mi będziesz. Cały kraj ten nasz będzie, a my sobie równi.
Nie potrafił dziękować Kuźma i tylko co chwila czekał, żeby go w kniaziowskie szaty oblekli i dali tyle pić i jeść, ileby chciał.
Ale tymczasem kazali mu granice wskazać, znaki pańskie kniaziowskiemi zastąpić, obdarowali go i w kniaziowskie barwy odziali — i potem kniaź odjechał, swoich namiestników osadziwszy — a Kuźma wrócił ziemię orać, bydło chować — i służbę pełnić. I tak przeszedł czas niemały. Uczono Kuźmę orężem robić — więc robił — czarne kreski na karcie kreślić — więc kreślił — kniazia swego sławić — więc sławił — a gdy