Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ja? Kuźma! — odparł szary człek — i, jak mu rozkazane było, poprowadził.
Pan, co rzekł, dotrzymał. Po granicach swe znaki i kopce uczynił — kto był się worał, wkosił, werżnął, tego przegnał lub zgładził, a Kuźmę za sługę wziął i kazał dla siebie kasztel zbudować. Potem zaś odjechał w inne boje i łowy — a Kuźmy kraj do swych dóbr wpisał i tak się to stało i zostało.
W kasztelu zostawił swego namiestnika i ze swych ziem wysłał w owe bory różny naród, a z borów brał, co tylko bór dawał — ale innego pana nie puszczał w granice — i Kuźma spokojnie ziemię orał, bydło chował i pana słuchał, choć go ni znał, ni rozumiał, ni kochał.
Dużo czasu minęło, i dużo się na świecie zmieniło, ale Kuźma to się nie zmienił. Jednako był szary, i milczący, i niezbadany.
Bywał w kasztelu, gdy mu kazano, ale do wojaków, co tam orężnie się ćwiczyli, nigdy nie przystał — bywał w osadach nowych ludzi, gdy czego potrzebował, ale nie przejął ani ich obyczaju, ani mowy — pogardzono nim — za ostatniego mając — a on pogardę znosił — jarzmo i baty cierpiał —