Strona:Maria Rodziewiczówna - Rupiecie.pdf/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Na Wyszogrodzie pan — miał wiele ziemi i siły. Lubił łowy i boje, puhar i rumaki, więc dużo mu trzeba było obszaru. I tak za zwierzem i pastwiskiem zaszedł w strony mroczne i, zda się, puste. Gdy jednak klamor uczyniły jego zbrojne surmy i myśliwskie rogi, z borów wyszedł człowiek, odziany szaro — jak pień drzewa, cichy, jak głąb leśna niufny, jak zwierz, i począł się hufcom przyglądać. Pojmano go i przyprowadzono przed oblicze pana, a ten go pyta:
— Ty kto?
— Ja tutejszy.
— Znasz granice krainy swojej?
— Ta znam, ale przeorali jedni, przecięli drudzy, przekosili się inni.
— Wiedź mnie po granicy. Ja pan. Gdzie mój znak stanie — całe będzie, a ciebie uczynię moim sługą — i będziesz pod mą ręką bezpieczny. Jak się zowiesz?