Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Dlaczego?
— Kończy się mój czas próby!
— Jakiej?
Radwan za czapkę wziął.
— Idziesz?
— Nie. Zostanę przy tej biednej.
— No, to się nie dowiesz. Do widzenia.
Nie spojrzał na Brzezową, ogarnięty już inną myślą, i wyszedł gwiżdżąc.
Na dworze wyprostował się i wstrząsnął, jakby go dreszcz przeniknął.
— Łatwiej nawet w ich Boga uwierzyć, niż udawać dwa tygodnie. To nie moja specjalność. Brr! Jakie to męczące! Trzeba kończyć, bo nie wytrzymam.