Strona:Maria Rodziewiczówna - Kwiat lotosu.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, zapewne, bo moje miejsce tam, gdzie gromy biją i burze światy pustoszą, a twoje tam, gdzie starzy gderzą, baby spazmują i bachory wrzeszczą! Życzę ci powodzenia!
Zawrócił się i odszedł prędko. Po chwili przecie się obejrzał. Adam stał i patrzał na niego.
— Chodź ze mną! — rzucił kusiciel.
Chłopak głową potrząsnął.
Wędrowiec zaśmiał się pogardliwie i ruszył dalej.
Po chwili, w kierunku oczu Lachnickiego, został tylko szlak ciemny i pusty zupełnie. Człowiek, którego kochał pomimo wszystko, z mrokiem się stopił i w noc się pogrążył. Nie pozostało po nim ani śladu.