Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


...Rok nie ubiegł jeszcze, jak poznałem panią. Byłem wtedy młody duszą i sercem, porywami i zapałem. Kochałem sztukę, piękno, i czystą, szlachetną dziewczynę. Poznałem panią, podobałem, pociągnęłaś mnie swoją zalotnością, i stałem się zabawką. Teraz wszystko wiem — umierając.
...Gdym cię spotkał w Krakowie, byłem już rozkochany. Podeptałem jedyne serce, które mnie kochało prawdziwie... poszedłem za szałem. Wtedy, nie zabawką byłem, ale kochankiem — w braku lepszych.
...Szał pochłonął moje ideały i talent; stałem się zwierzęciem, a w zaślepieniu miałem się za bóstwo. Wtedy do gry téj wstąpił mąż, który miał zostać milionerem; stałem się przeszkodą: usunięto mnie. Rzuciłem w tę otchłań swéj miłości godność ludzką, poczucia etyczne, rozsądek, cześć i honor. Już wtedy przed samobójstwem uratowało mnie tylko poświecenie téj dziewczyny czystéj, którą mi pani systematycznie szkalowałaś i poniżałaś — przez wstręt fałszu do prawdy, brudu do czystości. Uratowała mnie, ale utrzymać nie zdołała, bo mnie jad pani przejął już do szpiku, opętany byłem, skazany na zatratę!
...I okazałem się znowu potrzebnym na przynętę mężowi. Wtedy podeptałem swoje obowiązki, uczciwość, zerwałem ostatni węzeł, łączący mnie ze społeczeństwem szanujących się ludzi.