Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


za tém pójdzie, a może i życie. Przyznaj, że gdybyś był dość przytomnym, by zestawić swój moralny bilans, tobyś już nie czekając na moje zdanie, ogłosię bankrutem.
Filip się cynicznie roześmiał.
— Wolno mi bankrutować, bo nie pociągam za sobą obcych kapitałów. No, i co do sądu o sobie jestem pełnoletni.
— Pełnoletni, ale niepoczytalny chyba, jeśli masz siebie za niewinnego. Ostatecznie nie myślę moralizować cię, ani przekonywać, tylko wiedz, co o tobie sądzą ludzie normalni. Wolno ci miéć romans z awanturnicą; ale nie wolno, wskutek kłótni z nią, żenić się z uczciwą dziewczyną, nie wolno, przyjąwszy obowiązki dojrzałego człowieka, rzucać ich i deptać i żyć w skandalu!
— Pan zapomina, że gdym się żenił, opinia Magdy nie była świetną. Dałem jéj swoje nazwisko i rehabilitacyę.
— Chyba dla gawiedzi, bo kto ją znał, ten ofiary twojéj wcale nie potrzebował. Zresztą dalszy ciąg téj opieki okazał, czém była. Trzeba rozróżniać tłum od ludzi, mój drogi! Pierwszy krzyczy i idzie za pozorem, drudzy myślą i szukają treści. Ty możesz mieć wielu obrońców i towarzyszy; twoja żona będzie miała przyjaciół. Zresztą nie jéj wyrządziłeś krzywdę, ale sobie!
— Wierzę! — szyderczo rzekł Filip. — Musiała być