Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/262

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



IX.[1]

Pewnego dnia Filip wyszedł z domu wieczorem i na noc nie wrócił. Od kilku dni był rozdrażniony, nieswój, prawie do żony się nie odzywał, ciągle miał interesa na mieście, a wieczorami pisał, zamknięty w swoim gabinecie.
Magda, o ile mogła, ukrywała przed siostrą zły stosunek, ale Osiecka oddawna wiedziała, co się święci, i codzień czekała katastrofy.
Gdy tedy rano Magda sama przyszła na śniadanie, spytała niespokojnie:
— Gdzież Filip?
Magda ruszyła ramionami, udając zupełną obojętność.
— Uciekł! — krzyknęła majorowa.

Magda drgnęła. Ta ostateczność już parę razy przychodziła jéj na myśl, ale gdy usłyszała, odczuła cios, jak policzek. Chwilę z brwią ściągniętą patrzała przed siebie, potem opanowała się i odparła:

  1. Przypis własny Wikiźródeł Brak rozdziału VIII.