Strona:Maria Rodziewiczówna - Jerychonka.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


donną“ i nazwa ta krążyła po mieście, gdzie artystka miała całe legiony znajomych, przyjaciół i kolegów i lubioną była ogólnie.
Baronowa ubrała się szybko i stanęła do pozowania. Magda przyjrzała się uważnie, zmieniła trochę układ postaci i usiadła przed stalugami.
— Wolno mówić? — uśmiechnęła się piękna pani.
— I owszem.
— Czy pani mnie nie znajduje piękną?
— Ja! — zaśmiała się artystka, ubawiona pytaniem, wymówioném tonem rozpieszczonego dziecka. — Przeciwnie, widzę, że pani ma charakter i wyraz, rzadki przy takiéj piękności.
— To czemu mi pani nie powié tego nigdy?
— Zachwyty moje bywają milczące.
— Jak pani to mówi? Nigdy nie można dociec, czy pani żartuje, czy mówi seryo. To mnie i gniewa i zajmuje i podoba się.
— A jak pani się dowié, przestanę już zajmować?
— To zależy! Jeśli się przekonam, że pani drwi ze mnie, postaram się zadrwić z pani.
— Służę, i owszem! — odparła Magda, zawsze uśmiechniona.
Na sekundę brwi baronowéj zbiegły się i nozdrza rozdęły. Musiała być gwałtowna i nie przywykła do oporu. Magda wyraz ten przelotny